Za oknem pogoda zmienna, uczymy się latać dronem, przeglądamy materiały do montażu i postanawiamy zrobić sobie muzyczny tydzień. Publikujemy więc wszystkie nagrania, jakie mamy, z różnego rodzaju koncertów, koncercików i występów grajków kubańskich. Ponad miesiąc temu opublikowaliśmy pierwszą część.

Zacznijmy od długiego nagrania z Casa de la Trova. Całość ma ponad pół godziny i zdecydowaliśmy się zmontować to nagranie jako jeden film, a nie każdy utwór z osobna. Nie znamy tytułów i mało informacji mamy o poszczególnych kawałkach, więc nie ma co robić zamieszania na YouTube. Zamieszczamy za to czasy rozpoczęcia różnych fragmentów.

Nam ten koncert się  podobał, choć spotkaliśmy zespoły, który może nie tyle, że grały lepiej, ale korzystały z jeszcze większej liczby instrumentów, co miało wielki wpływ na muzykę, którą tworzyli. Tu także było klika utworów, które to ciasne i spocone pomieszczenie mocno rozhulały, jakaś para potańcowała sobie w kącie i było naprawdę wesoło. Na filmie widać, że kapela gra też dla siebie i czerpie dużo satysfakcji z tego, co robi, co wpłynęło i na nas. Co nas wkurzyło? – To, że na każdym kroku wokalista chciał wcisnąć swoją płytę. Mówił o niej prawie po każdej piosence. Mimo iż nas do końca nie przekonał, wydaliśmy 15 CUC, ponieważ na płycie znaleźliśmy habanerę w ich wykonaniu. Na takie odkrycia zawsze warto wydać kasę :)

Drugie nagranie jest totalnie przypadkowe. Ot, weszliśmy gdzieś napić się kawy i po jakimś czasie, ktoś zaczął śpiewać. Czy to było planowane, czy przypadkowe, czy kogoś po prostu nagle chwyciło – nie wiemy. Ale wyglądało to bardzo spontanicznie, bo te osoby siedziały, podobnie jak wszystkie pozostałe, przy stoliku, piły kawkę i nagle zaczęły śpiewać. Miłe to było dla ucha i oka.

Pierwszą cześć muzyki z Santiago możecie znaleźć we wcześniejszym wpisie.