Andaluzja to ojczyzna flamenco, ale też kultura, folklor i tradycja tego regionu, które zapisane są w tych gorących, żywiołowych rytmach. – No, brzmi wspaniale. Z takimi oto stwierdzeniami spotykałam się przed wyjazdem do Hiszpanii. Byłam ciekawa, ile w tym prawdy i uroku, a ile marketingu.

Flamenco w Andaluzji obecne jest wszędzie. W wielu miejscach, dzielnicach są ulice, gdzie praktycznie w każdym barze wieczorem odbywają się biletowane występy flamenco. Reklamy umieszczona są na drzwiach i stojakach. Często obok stoi ktoś z ulotką i zaprasza. Nie dziwię się temu zupełnie, rozumiem, że to jedna z tych „rzeczy”, na której się tutaj zarabia. Co do poziomu występów, ilości flamenco we flamenco, kunsztu tancerzy i muzyków, to nie mnie go oceniać, bo nie tańczę flamenco i nie znam się na tym tańcu. Dlatego nie mam zamiaru krytykować i podawać jakiś przykładów negatywnych, tylko skoncentruję się na tych pozytywnych, bo Sewilla wiele mnie nauczyła. Przyznam się szczerze, że zupełnie inaczej zaczęłam patrzeć i słuchać flamenco od momentu przyjazdu do Andaluzji.

Pierwszym miejscem związanym z flamenco, do którego trafiłam, było… muzeum tego tańca. Generalnie rzadko jestem w stanie zachwycić się muzeum, tym bardziej nie spodziewałam się tego po muzeum tańca, bo taniec to żywioł, energia, pasja i podejrzewałam, że niewiele osób wpada na dobry pomysł, jak to wszystko pokazać w muzeum. Sewilla jednak poradziła sobie z tym genialnie. Już na wstępnie pani sprzedająca bilety zapytała, z jakiego kraju jestem i … dostałam przewodnik (a raczej krótki rozkład pięter) w języku polskim. Potem było jeszcze ciekawiej. Nie spodziewałam się, że na dwóch piętrach może czekać tyle doznań muzycznych – zdjęcia, filmy, stroje – wszystko genialnie przemyślane z wplecioną historią, która jest tłem, do tego, co widzicie. Nie oglądacie stojących na drągach strojów, tylko wciskacie guzik, który podświetla wybrany przez was strój (faktycznie stojący) i słuchacie jego historii. Podobnie jest z butami, wachlarzami, kastanietami, instrumentami i innymi przedmiotami. Dzięki temu miałam wrażenie, że nie oglądałam eksponatów, tylko przeniosłam się kilkadziesiąt lat wstecz. Chyba najlepszym pomysłem była możliwość słuchania muzyki i oglądania występów flamenco. Założyłam słuchawki i odcięłam się chyba na godzinę. Sami możecie sterować, co chcecie posłuchać i co zobaczyć.

Do tej pory myślałam, że flamenco to flamenco, a teraz poznałam dziewięć jego stylów. Każdy charakteryzuje się czymś innym – historią, muzyką, opowieścią – radosną lub smutną, bo istnieje też radosna forma tego tańca, o której bardzo często się nie pamięta… Oto i one:

Style flamenco

Do tego kilka wybranych występów:

Muzeum jest genialne, interaktywne, świetnie pokazuje historię tego tańca. Mogłabym w nim siedzieć godzinami. Jestem ciekawa, czy materiały pokazane powyżej dają choć namiastkę tego, jak ono działa. Zdecydowanie zachęcam Was, żebyście w wolnym czasie tam wpadli. Lubię, gdy w taki sposób opowiada się historie.

Casa de la Memoria
Drugim miejscem  – do którego warto trafić, żeby posłuchać flamenco na żywo – jest Casa de la Memoria, w której codziennie wieczorem odbywają się dwa pokazy flamenco. Nie jest to zwyczajne miejsce, knajpa, w której najczęściej można oglądać flamenco i w Andaluzji, i w całej Hiszpanii. Tu przychodzi się po to, żeby obcować z artystami, no i z muzyką. Nie dostaniesz żadnej Sangrii czy czerwonego wina, bo to nie bar. Jest scena, krzesła, ot wszystko. Artyści także cenią sobie spokój i brak fleszy, więc nie można nagrywać, ani robić zdjęć. Jest tak zwana minuta dla fotoreporterów na sam koniec i ten filmik właśnie wtedy nagrałam.

Flamenco zawsze robi na mnie wrażenie. Nie znam się na nim, nigdy nie tańczyłam (choć kiedyś o tym myślałam), ale z muzyką tak już jest, że albo budzi zmysły, zachwyt i emocje, albo nie. Ta budziła. Kolejny raz to stwierdzę, że gdybyśmy z Kuba nie zachwycili się tangiem, pewnie tańczyłabym flamenco. Z drugiej strony chyba lepiej się stało, bo tańczymy razem. A flamenco… Pewnie tańczyłabym solo :)