Kilka miesięcy temu testowałem nową usługę desktopowego Dropboxa – Camera Uploads. Niby fajna sprawa – wkładam kartę z aparatu albo podłączam telefon i w tle program sam wrzuca zdjęcia do chmury. Problem w tym, że zdjęcia z lustrzanki zajmują bardzo dużo miejsca i mało które WiFi w podróży jest w stanie codziennie wrzucać gigabajt nowych zdjęć. Plus jest taki, że kopia dokonuje się sama a czas na robienie porządków przyjdzie po powrocie. Zdębiałem jednak dwa dni temu, kiedy zaktualizowałem swojego Dropboxa na telefonie i zobaczyłem tę usługę tam.

W podróży bardzo często korzystamy z iPhone – nie tylko do zdjęć, ale przede wszystkim do filmów. Zanim jednak przesiadłem się na iOSa i tego bloga to dwa lata temu w Azji korzystałem z Posterousa i miałem nieźle geekowski mechanizm przesyłania filmów.

Kamerka Kodak Zi8 > karta microSD z przejściówką do SD > film do 60 sekund, czyli do ok 100mb > karta microSD do Nokii e71 (super bateria) > prokonto.pl od o2.pl (załączniki do 100mb) > wysyłka mailem na bloga > automatyczna konwersja i push do social mediów > dalej w drogę.

Działało. To ważne słowo w technologii podróżniczej – ma działać, a nie bajerować. Rok temu Apple wypuścił iCloud, które dla mnie było ciekawe głównie z jednego powodu – wspomnianego Photo Streamu. Można wyskoczyć w teren, porobić zdjęcia a te (teoretycznie) wgrają się do chmury. ALE działa to tylko na WiFi – czyli nie ma opcji wgrywania zdjęć na bieżąco. Muszę wrócić do domu/hotelu/kawiarni i po co czekać na chmurzastą synchronizację, lepiej podczepić kabel i samemu przegrać – jest dużo szybciej. Zdarza się jednak, że rezygnuję z laptopa, bo iPad wyśmienicie obrabia zdjęcia i mam tam wszystkie aplikacje do dzielenia się nimi. Jeśli jednak chcę coś zrobić na Macu to niestety zaczyna się zabawa z iPhoto a tego shitu nie cierpię. Stracony czas na eksport do sensownego programu.

Mobilne Camera Uploads, jak dla mnie, to zabójca applowskiego Photo Streamu.

Z nowym Dropboxem w podróży mogę:

  1. kupić lokalną kartę, kilka giga pakietu, i wrzucać zdjęcia dzięki sieci komórkowej,
  2. wrzucać filmy, powtórzę mogę wrzucać filmy – testowałem to na filmie 200mb i zadziałało, czyli nie ma ograniczeń – amen,
  3. skierować multimedia do odpowiednich folderów!!! – a to jest super sprawa, bo często zdarza się, że ja jestem w podróży a Ania chce coś opublikować. Wrzucam do folderu, który z nią współdzielę – i pyk. Owszem zdjęcia można od biedy wysłać mailem, ale jest to dużo mniej stabilne i iOS pozwala wysłać tylko 5 na raz a Gmail tylko 20mb,
  4. nagrywać iPadem i iPhonem i wrzucić na laptopa albo vice versa (iMovie na iPadzie daje radę).
  5. odbiorą to ludzie na Windowsie, Linuxie, Androidzie a nie tylko iOS/OS X i najważniejsze – mam to w kieszeni, działa a ja podróżuję dalej.

Taki bajer.